czwartek, 26 marca 2015

Od Ash'a

Mocno podenerwowany wypadłem z biura mojego przełożonego. Wiedziałem, że przydzielą mi grupę, jednak liczyłem, że będą w niej osoby z jakimkowiek pojęciem o walce. Zamiast tego dostała mi się mieszanina dziwaków, którzy niepasowali do żadnej innej grupy. W tym zarozumiali debile dwókrotnie starsi ode mnie. I baby. Baby powinny siedzieć w bezpiecznym domu. Faceci są od walki, baby od garów. Koniec tematu.
Nie mając wyboru udałem się do punktu zbiórki mojego oddziału. Siedzieli na ławkach, zajmując się swoimi sprawami. Zająłem swoje miejsce na podium i uderzyłem obcasem o podłogę, by wymusić ciszę. Spojrzeli na mnie.
- Jak się pewnie domyślacie, jestem waszym dowódzcą. Oczekuje od was pełnego posłuszeństwa i dyscypliny. Zrozumiano?
- Dlaczego mamy niby słuchać takiego dzieciaka? - zakpił jeden z tych starszych.
- Bo ten dzieciak, jak mnie nazwałeś, jest od was wszystkich bez porównania lepszy w walce, strategi i wszystkim, co należy do wojny. - spiorunowałem go wzrokiem.
- Gadać potrafi każdy. - prychnął. Poczułem, jak się we mnie zagotowało. Już ja go nauczę, że nie powinno się mi odszczekiwać...
W mgnieniu oka wyrzuciłem nóż, zatrzymując go za pomocą sztywnego łańcucha parę milimetrów przed jego twarzą.
- Następnym razem to ostrze zatrzyma się nie przed, lecz za twoją głową. - ostrze wróciło do ukrycia na moim nadgarstku. Zeszłem z podestu i skierowałem się do wyjścia. Wyczułem na sobie czyjś wzrok. Odwróciłem się. Moje spojrzenie padło na białowłosą dziewczynę, która otwarcie się na mnie gapiła z nieodgadnioną miną. Porządnie już podenerwowany warknąłem:
- Czego?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz